Kilka tygodni temu pisałam o tym, dlaczego tak bardzo lubimy robić zdjęcia w muzeach i galeriach- mimo zakazów, krzywych spojrzeń i odwiecznego pytania: „ale po co właściwie?”.
W tekście „Zakaz pstrykania?” zastanawiałam się nad tym, czy fotografowanie sztuki jest tylko szybkim kolekcjonowaniem obrazów na telefonie, czy może jednak formą zapamiętywania, oswajania i przedłużania kontaktu z miejscem, wystawą, chwilą.
No dobrze, ale co potem dzieje się z tymi wszystkimi zdjęciami?
Czy zostają w czeluściach galerii telefonu, pomiędzy screenem rozkładu jazdy a przypadkowym zdjęciem obiadu? A może jednak można zrobić z nimi coś więcej?
Ten wpis jest właśnie o tym. O albumach tworzonych po wystawach, podróżach i małych wyprawach. O drukowaniu zdjęć, układaniu własnych wizualnych notatek i budowaniu prywatnych archiwów wspomnień.
Tym razem będzie bez poradników i list materiałów. Rzecz jasna zdradzę Ci, jak drukuję zdjęcia, jakie mam rozkminy przy ich wyborze, czy sprzęt, z którego korzystam, jest idealny, czy jednak ma swoje wady i dlaczego przymykam na nie oko. To też pretekst dla mnie, żeby zastanowić się i odpowiedzieć samej sobie na pytanie: po co właściwie robię te albumy?
Zaczęłam 21 lipca 2023 roku. Do tej pory powstały dwa tomy. Jeden zrobiłam ze szkicownika (jest tam nawet jedna praca prezentująca parę golasków- szkic do obrazu- ślubnego prezentu dla psiapsi), drugi to już „profesjonalny” album z pięknymi czarnymi kartkami i białą bibułką chroniącą fotografie.
Zaczęło się od postanowienia: sfotografuję wszystkie formy przestrzenne w Elblągu. Będę też pisać o swoich wrażeniach, dzielić się przemyśleniami. I na początku rzeczywiście tak było. Prędko jednak zauważyłam, że nie zawsze mam ochotę na to wszystko. Nie cisnęłam siebie. Od początku miała to być dla mnie czysta przyjemność i jest tak do dzisiaj.
Mniej słów, czasem jedynie data i miejsce. Czasem jedno zdanie- bardziej o emocjonalnej stronie niż o samej sztuce.
KILKA POSTANOWIEŃ (których nie zawsze się trzymam, ale bardzo się staram):
- drukować maksymalnie trzy zdjęcia z danej wystawy
- podawać informacje takie jak: tytuł wystawy, osoby artystyczne, miejsce, w którym widziałam daną wystawę, oraz datę (tutaj bardzo pomaga zbieranie biletów i opcja „szczegóły” w telefonie)
- zapisywać, z kim byłam na danej wystawie (lub czy byłam solo)
- zamieszczać w albumie wydarzenia, które chcę w ten sposób szczególnie uczcić
Po jakimś czasie oprócz zdjęć z wystaw i rozmaitych wyjazdów szkoleniowych do galerii i muzeów dołączyły inne pamiątki: mapka Ustki, którą dostałam w hotelu, papierek, w jaki zawinięty był chleb w restauracji w której rodzinnie jedliśmy obiad po zwiedzeniu Zamku Biskupów Warmińskich (strasznie spodobał się mojej Mamie, więc postanowiłam oddać temu papierkowi hołd w albumie), czy pocztówka z wystawy w Muzeum Archeologiczno- Historycznym w Elblągu, którą zwiedziłam z kumpelą ze studiów- Dobrusią.
I chyba właśnie o to chodzi w tych albumach. Nie tylko o same zdjęcia. Bardziej o zatrzymywanie momentów, emocji, małych zachwytów i rzeczy, które mogłyby zwyczajnie ulecieć.
Dla mnie przeglądanie takich albumów jest trochę podróżą w czasie. Przypominam sobie, co pięknego mi się przydarzyło, jak dobrze spędziłam czas sama ze sobą albo z kimś mi bliskim. Bardzo często znowu zachwycam się sfotografowanym obiektem. A czasem wręcz przeciwnie- odkrywam coś nowego w zdjęciu, które zrobiłam kiedyś „od tak”, bo coś zwróciło moją uwagę, ale wtedy jeszcze nie uderzyło mnie jak piorun z jasnego nieba.
Bywa też, że takie przeglądanie zdjęć staje się pretekstem do dalszych poszukiwań. Nagle chcę dowiedzieć się więcej o autorce lub autorze pracy, sięgam po książkę, czytam teksty, wracam do wystawy myślami. Album okazuje się więc nie końcem kontaktu ze sztuką, ale jego przedłużeniem.
Na koniec- UWAGI TECHNICZNE dotyczące wydruków.
Większość fotografii drukowałam drukarką Xiaomi Mi Portable Photo Printer.
Jej główną zaletą jest to, że ma się ją zawsze pod ręką. Drugą super sprawą jest mały format odbitek. Zależało mi na tym, żeby zmieścić jak najwięcej wspomnień, a mój pierwszy album był naprawdę niewielkich rozmiarów.
Mniej fajne rzeczy? Jest droga. Także w eksploatacji (20 karteluszek- naklejek to koszt około 53 zł). Podczas drukowania najlepiej cały czas mieć ją podłączoną do kabla, bo szybko się rozładowuje.
Jeśli obsesyjnie dbasz o zgodność kolorów... to odpuść sobie tę drukareczkę. Ja jednak bardzo lubię jej niedoskonałości. Chyba dlatego, że te albumy też nie mają być idealne. Mają być moje.
Jestem ciekawa: masz swoje rytuały przechowywania wspomnień? Albumy, pudełka, bilety wsadzane do książek, a może tysiące zdjęć zapisanych „na później”?
Helen






Komentarze