Zakaz pstrykania (?)

Raz na jakiś czas w świecie edukatorów zajmujących się sztuką pojawia się nowa odsłona czegoś, co nazwałabym małym środowiskowym tabu, a przy okazji testem przynależności. Żeby było jasne: nie chodzi o ZACHOWANIA NIEWYOBRAŻALNE: krzyczenie, bieganie czy dotykanie prac. Chodzi o rzeczy całkowicie legalne, ale „niewskazane”. 
W jednym sezonie passe jest zachwyt impresjonistami, w innym przyznanie się do tego, że lubi się twórczość Picassa. Takie drobne snobizmy świata sztuki. Na szczęście jest ich coraz mniej. Dotarło już do nas, że sztuka naprawdę jest dla każdego, nie trzeba kończyć historii sztuki, żeby ją przeżywać i uczestniczyć w kulturze. Nie trzeba też być po ASP, żeby tworzyć.

Powstają publikacje, które przekonują, że ze sztuką można się zaprzyjaźnić- na luzie, bez spiny. Przykład? Książka „Jak robić sztukę. O sztuce tak, żeby każdy mógł ją zrozumieć i czerpać z niej radość” Kate Bryan. To podejście jest mi bliskie, podobnie jak bunt wobec traktowania sztuki i artystów w pozycji na klęczkach.

Ale wracając do tematu.

Co jakiś czas pojawia się nowe tabu. Kto je złamie, ten… no cóż. Od razu widać, że „nie wie, jak się zachować”, że nie należy do naszego grona. Zero obycia. Wiocha.

W tym sezonie trenduje: nie robienie zdjęć podczas zwiedzania wystaw.

Skąd ten pomysł? Czy to kolejny snobizm? Nie do końca.

W 2013 roku Linda A. Henkel opublikowała wyniki badań dotyczących tego, jak odbieramy i zapamiętujemy rzeczywistość, kiedy korzystamy z fotografii. Uczestników oprowadzono po muzeum i poproszono, żeby część obiektów tylko oglądali, a część fotografowali. Okazało się, że gorzej zapamiętywali te prace, którym robili zdjęcia, szczególnie wtedy, gdy fotografowali je w całości. Pamiętali mniej obiektów, mniej szczegółów i trudniej było im przypomnieć sobie, gdzie dokładnie się znajdowały. Najlepiej zapamiętali te dzieła, których nie fotografowali... 

(Wygląda na to, że wszystko już wiadomo i można rozejść się do domów? Wstrzymaj się jeszcze chwilę.)

... Kiedy jednak uczestnicy robili zbliżenia i fotografowali tylko fragment obiektu, efekt był zupełnie inny. Nie mieli problemu z późniejszym rozpoznaniem pracy ani zapamiętaniem szczegółów, a pamięć tych elementów, które nie zostały powiększone, była równie dobra. To pokazuje ważną różnicę między pamięcią człowieka a „pamięcią” aparatu. Skupienie uwagi na konkretnym fragmencie uruchamia dodatkowe procesy poznawcze i niweluje negatywny efekt robienia zdjęć.

Ujmując to prościej: samo robienie zdjęć nie jest problemem, problemem jest robienie ich bezmyślnie. To nie zdjęcie psuje pamięć, tylko brak uwagi przy jego robieniu. Jeśli nasz sposób fotografowania nie przeszkadza innym, możemy robić tyle zdjęć, ile potrzebujemy. 


Jeśli tabu zwiedzacza wystaw zainspirowane było tym badaniem, to wiesz już co i jak robić. A jesli nie, to rozważmy kilka ewentualności, żeby wiedzieć: FOCIK CZY NIE FOCIĆ?

Przypadek 1: Jest tabliczka z zakazem fotografowania, ale obrazek taki śliczny
Nie. NIGDY. Patrz na tabliczki przy pracach, czytaj informacje przy wejściu na wystawę. Jeśli masz wątpliwości- zapytaj obsługę muzeum lub galerii. Lepiej zapytać, niż dostać ochrzan ;) Wiele prac jest niezwykle delikatnych, eksponuje się je krótko, potem wracają do archiwum lub trafiają do działu konserwacji. Takim dziełom może zaszkodzić wszystko. Nie musisz wiedzieć w jaki sposób- musisz przestrzegać zakazu.

Przypadek 2: Chcę ładne zdjęcia dzieł sztuki na pamiątkę, nie ma zakazu
Sprawdź, czy wystawie nie towarzyszy katalog. Może się okazać, że możesz spokojnie zwiedzać bez robienia zdjęć. Zdjęcia w katalogach są zazwyczaj najwyższej jakości, zrobione profesjonalnym sprzętem, czasem z użyciem technik, które np. eliminują refleksy szyb ochronnych.

Jeśli zdjęcia są Ci potrzebne do pracy, np. żeby później pokazać dzieła uczniom, fotografuj śmiało. Będziesz mieć pełnię praw autorskich.
Jeden z moich warsztatów o zwierzętach w sztuce był w całości oparty na zdjęciach, które zrobiłam w Muzeum Narodowym we Wrocławiu. Rozpoznawanie średniowiecznej foczki i obserwowanie piesków liżących rany jakiemuś biedaczynie- bezcenne.

Przypadek 3: Chcę się pochwalić w social mediach, gdzie byłam/byłem
To nie jest zakazane. Czy to obciach? To kwestia Twojego wewnętrznego kompasu, a nie opinii z Instagrama. Jeśli robisz dobre zdjęcia i możesz zachęcić innych do odwiedzenia wystawy- oznacz instytucję. Nie wszystkie mówią o tym wprost, ale robisz im reklamę. Luwr sobie poradzi, ale dla mniejszego muzeum każda wzmianka ma znaczenie.

Przypadek 4: Chcę mieć pamiątkę, ale przewodniczka patrzy krzywo
Jeśli zwiedzasz solo i napotkasz grupę zorganizowaną, sprawdź dwie rzeczy: czy nie przeszkadzasz innym i czy nie utrudniasz pracy przewodniczce. Jeśli tak- poczekaj, aż grupa przejdzie dalej. Jeśli jesteś częścią wycieczki, zawsze możesz wrócić do wybranych prac po wspólnym zwiedzaniu, aby nacieszyć się nimi solo.

I nie przejmuj się tym, co ktoś pomyśli. Muzea należą do nas. Zdjęcie obrazu czy rzeźby, które Cię poruszyły, nie jest brakiem szacunku- jest komplementem dla twórcy.

... A kiedy już zrobisz zdjęcie, zostań przy dziele chwilę dłużej. Spójrz na nie jeszcze raz. Może zobaczysz coś, czego wcześniej nie było widać. Jeśli tak- zrób kolejne zdjęcie, tym razem z bliska.


O FOTOGRAFICZNYCH WYZWANIACH PRZECZYTASZ NA BLOGU TU: 

DO DZIEŁA: Zacznij od wyjścia w teren!


DO DZIEŁA: Bystre oczko / fotograficzne safari w wersji miejskiej i muzealnej


O tym co sama robię z tryliardem zdjęć, które prstrykam z mueach napiszę już wkrótce. 

Helen

Komentarze