ROZKMINY EDUKATORKI: 6 rzeczy, które koniecznie musisz zrobić we wrześniu...

... żeby nie zwariować ;)

... Albo przynajmniej spróbować nie zwariować.

No dobrze. To już niedługo.

Wrzesień nadchodzi wielkimi krokami, a wraz z nim nowy rok szkolny, nowe grupy, nowe projekty, zebrania, maile, telefony, zajęcia, warsztaty, dokumenty, plany i cała masa rzeczy ostatusie PILNE.

Jeśli jesteś nauczycielem, edukatorem albo animatorem kultury, doskonale wiesz, co mam na myśli. Jeszcze przed chwilą można było rano spokojnie wypić kawę, a teraz zaczyna się: a gdzie jest lista uczestników?, czy mamy już zgodę?, kiedy wysyłamy newsletter?, trzeba przygotować zajęcia, a może jeszcze zmienić scenariusz, i właściwie to przydałoby się zrobić szkolenie…

I właśnie dlatego na początku września chciałabym przypomnieć Tobie (i sobie) jedną rzecz:

nie musisz wszystkiego ogarnąć od razu.

Naprawdę.

Nie musisz pierwszego tygodnia nowego roku szkolnego przeżyć tak, jakby od jego powodzenia zależał cały najbliższy rok. Nie musisz być od razu najlepszą wersją siebie: zorganizowaną, wypoczętą, kreatywną, pełną pomysłów i gotową na każdą ewentualność.

Może na początek wystarczy trochę o siebie zadbać.

Mam kilka pomysłów.


1. Umil sobie powrót do pracy.

Skoro i tak wracasz, spróbuj sprawić, żeby powrót był choć odrobinę przyjemniejszy.

Kup sobie coś nowego. Nie musi to być nic wielkiego. Długopis, który dobrze leży w dłoni. Kalendarz. Notatnik ze sztuką na okładce. Coś, na co będziesz zerkać i myśleć: pamiętam te dobre chwile, przyjdą kolejne.

Możesz też przynieść do pracy pamiątkę z wakacji. Zdjęcie w ramce, pocztówkę, kubek, kamyk, mały przedmiot znaleziony podczas wyjazdu. Cokolwiek.

Lubię myśleć o takich rzeczach jak o tajemnych znakach. Kiedy w połowie dnia opada z nas energia, kiedy właśnie skończyły się trzecie zajęcia, ktoś czegoś pilnie potrzebuje, a my zaczynamy zastanawiać się, po co właściwie to wszystko- zerkamy na tę rzecz i przypominamy sobie, że istnieje również świat poza pracą. Że jeszcze niedawno siedzieliśmy gdzieś nad morzem, chodziliśmy po lesie, piliśmy kawę w obcym mieście albo włóczyliśmy się bez żadnego celu.

A jeśli masz możliwość, przemebluj trochę swoje miejsce pracy.

Posprzątaj biurko. Przestaw krzesło. Przenieś lampkę. Powieś obrazek, który dobrze Ci się kojarzy. Postaw kwiatka.

Nie potrzebujesz remontu. Czasem wystarczy małe przemeblowanie, żeby miejsce, w którym spędzimy sporą część kolejnych miesięcy, stało się bardiej atrakcyjne i zapraszające do spędzenia w nim 8 godzin dziennie.


2. Napełniaj studnię. Ale nie kolejnym szkoleniem.

W zawodach związanych z edukacją i kulturą łatwo wpaść w pułapkę ciągłego samodoskonalenia.

Szkolenie. Webinar. Podcast. Książka branżowa. Konferencja. Nowa metoda pracy. Nowa aplikacja. Nowe narzędzie.

Oczywiście: uczymy się, rozwijamy i szukamy inspiracji. To część naszej pracy. Ale czasem mam wrażenie, że zapominamy o bardzo ważnej rzeczy: nie wszystko, co nas karmi, musi mieć związek z naszym zawodem.

Zamiast kolejnego podcastu o edukacji puść rano ulubioną płytę. I trochę potańcz przy robieniu kanapek do pracy.

Przeczytaj książkę, która nie ma nic wspólnego z tym, czym zajmujesz się zawodowo.

Po powrocie do domu daj sobie piętnaście minut ciszy. Zrób herbatę. Drugą kawę. Usiądź i popatrz na kwiatka w doniczce, na drzewa za oknem. Możesz wykorzystać te piętnaście minut, kiedy gotuje się woda na makaron.

Idź na spacer po okolicy. Nie musisz nawet mieć celu. 

Napełnianie studni nie powinno być kolejnym projektem.

Nie musisz odpoczywać produktywnie. Nie musisz z każdego spaceru zrobić cyklu fotograficznego, z czytanej książki- materiału na zajęcia, a z nowego hobby- kolejnej kompetencji.

Czasem można zrobić coś zupełnie bezproduktywnego.

I może właśnie wtedy głowa odpoczywa najlepiej.


3. Znajdź swoje stado

Są rzeczy, które dobrze robi się samemu. Są też takie, które smakują zdecydowanie lepiej, kiedy można się nimi z kimś podzielić.

Znajdź ludzi, z którymi łączy Cię jakaś wspólna pasja.

Klub czytelniczy. Comiesięczne warsztaty dla dorosłych. Grupa osób robiących ceramikę, haftujących, fotografujących, grających w planszówki.

To są miejsca, w których można spotkać kogoś, kto okaże się siostrzaną albo bratnią duszą.

Spędzisz czas kreatywnie, wzbogacisz się wewnętrznie, pośmiejesz, wymienisz doświadczeniami. I nagle okaże się, że jesień, która jeszcze przed chwilą wydawała się trochę przytłaczająca, ma w sobie coś, na co można czekać.

Jedną z rzeczy, które sprawiają, że sama myśl o jesieni nie jest dla mnie taka straszna, jest moja grupa online.

Zaczęło się wiosną od wspólnego przerabiania „Drogi artysty” Julii Cameron, której jestem bardzo wdzięczna za napisanie kontynuacji tej książki. Dzięki temu mamy pretekst, żeby ekipą spotykać się dalej.

To jedna z tych rzeczy, za które zawsze będę wdzięczna Edycie z Teatru 3 Walizki. Nie dość, że po sześciu latach w końcu udało mi się przeczytać książkę pani Cameron, to jeszcze poznałam niezwykłe, piękne dusze. Myślę, że dajemy sobie naprawdę fajne wsparcie.

Raz nawet udało nam się spotkać na kawie i spacerze.

I właśnie o takie rzeczy chodzi.


4. Wpisz siebie do kalendarza.

Masz kalendarz Google w telefonie? Albo taki wiszący na ścianie, w którym zapisujesz wszystkie ważne rzeczy?

Wizyty u dentysty. Zebrania z rodzicami. Urodziny bliskich. Terminy zajęć. Spotkania.

To teraz zrób coś trochę dziwnego.

Wpisz do kalendarza siebie.

Nie „jeśli będę miała czas”. Nie „może w przyszłym tygodniu”. Nie „jak skończę ten projekt”.

Na sztywno.

Zarezerwuj sobie wieczór. Godzinę na książkę. Spacer. Rysowanie. Szydełkowanie. Kino. Nicnierobienie. Cokolwiek jest Twoje.

Bo jeśli czas dla siebie będzie tym, co zostanie po wszystkich innych obowiązkach, istnieje spora szansa, że... nie zostanie nic dla Ciebie.

Dla mnie wciąż jest to sporym wyzwaniem. Ale równocześnie jestem dowodem na to, że się da. Aby zmotywować się do poświęcania czasu sobie, przy drzwiah wyjściowych od dwóch lat zawieszam kalendarz w którym zapisuję wszystkie rzeczy przyjemne, nie związane z pracą: spotkania z koleżankami na kawę, kino bambibo czyli rodzinny seans na kanapie, wizytę w muzeum, weekendowy wypad. 


5. Zrób coś nowego

Nie po to, żeby zostać w tym ekspertem.

Po prostu spróbuj.

Kiedy uczymy się nowego języka, szydełkowania, nowej gry karcianej czy jakiejś zupełnie nowej umiejętności, nasz mózg tworzy nowe połączenia neuronalne. 

Nie musisz od razu wiedzieć, co z tym zrobisz, jak i czy wykorzystasz w przyszłości do pracy.

Punch needle kusi Cię od pół roku? Poszukaj w okolicy kursu albo tutorialu w internecie.

Chcesz nauczyć się robić ceramikę? Spróbuj.

I jeszcze jedno: nie każda pasja musi zostać projektem.

Jeśli zaczynasz robić zdjęcia, nie musisz robić wystawy.

Jeśli czytasz o sztuce, nie musisz przygotowywać z tego prezentacji.

Jeśli uczysz się szydełkować, nie musisz od razu produkować rzeczy na kiermasz.

Można coś robić po prostu dlatego, że sprawia przyjemność.

Zwłaszcza kiedy zawodowo zajmujemy się kreatywnością, warto czasem pozwolić sobie na kreatywność bez żadnego celu.


6. Zostaw sobie trochę pustego miejsca.

To chyba jedna z trudniejszych rzeczy.

Nie wypełniaj kalendarza po brzegi.

Zostaw trochę przestrzeni na to, co nieprzewidziane. Na rozmowę, która nagle okazuje się ważna. Na pomysł, który pojawia się podczas zajęć. Na zmianę planu.

A także na zwykłe zmęczenie.

Bo w pracy nauczyciela, edukatora czy animatora kultury nie wszystko da się zaplanować. I może właśnie dlatego nie warto planować każdej minuty.

Pusty kwadracik w kalendarzu nie jest zmarnowanym czasem.

Czasem jest miejscem na życie.

Albo na pożar, który trzeba będzie ugasić ;)

I jeszcze jedno: nie wyrzucaj do kosza rzeczy, które Ci się udały.

Bo nasz mózg ma dziwną tendencję do zapamiętywania przede wszystkim tego, co nie wyszło.

Zapomniałam o jednym elemencie ćwiczenia.
Ta grupa była dzisiaj okropna.
Nie zdążyłam.
To mogło być lepsze.

A może warto czasem zapisać również:

To ćwiczenie naprawdę zadziałało.
Uczestnicy śmiali się przez połowę zajęć.
Ktoś powiedział, że dzięki spotkaniu pierwszy raz spojrzał na jakiś temat inaczej.

Możesz nawet zrobić sobie folder „Dobre rzeczy”. Z wiadomościami, zdjęciami prac, podziękowaniami, własnymi notatkami.

Na gorszy dzień.


7. I przede wszystkim: idź spać.

Tak. 

Idź spać.

Nie udawaj, że jesteś cyborgiem.

Sen jest ważny, a wrzesień nie jest najlepszym momentem na sprawdzanie, jak długo można funkcjonować na kawie i entuzjazmie.

Warto zadbać o swoją senną rutynę. Wyhamować wieczorem. Dać sobie szansę na regenerację. Ukoić nerwa.

A kiedy już zaśniesz i przyśni Ci się coś kompletnie odjechanego- koniecznie opowiedz o tym komuś następnego dnia.

Ja uwielbiam słuchać czyichś snów.

Nie wiem, czy to ma jakiekolwiek znaczenie dla dobrostanu, ale bardzo poprawia mi humor. ;)


A teraz najważniejsze

Nie chodzi o to, żeby od września robić wszystko z tej listy.

Wręcz przeciwnie.

Jeśli przeczytasz ten tekst i pomyślisz: ojej, jeszcze muszę znaleźć klub czytelniczy, kupić nowy notes, zacząć punch needle, przygotować folder dobrych rzeczy, wpisać siebie do kalendarza i koniecznie chodzić spać przed jedenastą- to znaczy, że coś poszło bardzo nie tak. ;)

Wybierz jedną rzecz.

Albo dwie.

A może żadną z nich. Może po prostu we wrześniu przypomnisz sobie, że Ty też jesteś częścią swojego planu na ten rok?

Dbanie o siebie nie musi być wielkim przedsięwzięciem. Czasem to nowy długopis na biurku. Piosenka puszczona rano trochę głośniej niż zwykle. Piętnaście minut ciszy. Spotkanie z kimś, z kim dobrze się rozmawia. Wolny kwadracik w kalendarzu. Książka, której nie trzeba przeczytać do pracy.

Albo zwyczajnie:

dzisiaj idę spać.

I to też jest całkiem dobry plan na nowy rok szkolny. 

Pięknego nowego początku

Helen

Komentarze