FAJNE RZECZY: Filmy o... złodziejach dzieł sztuki. Część 1

Kiedy pod koniec roku jadę na tzw. oparach, na listę "Rzeczy do zrobienia" wrzucam kilka chwil dla siebie. Dla mnie to wciąż nowość i czasem ciężko mi przechytrzyć umysł nastawiony na pracę. Oszukuję wówczas głowę oglądając filmy związane "poniekąd" ze sztuką. Niby czegoś się uczę, a przy okazji może jednak relaksuję. Dziś w ramach wypoczynkowych polecajek dwa filmy o złodziejsko-sztucznej tematyce. Może i Tobie pomogą włączyć pauzę w tym przedświątecznym zabieganiu? 

Jeden film to uroczo zmyślona historyjka, drugi- dokument. Oba niby o tym samym: o miłości do pięknych przedmiotów i tym, jak kradli je faceci zwinni jak jaszczureczki. Każdy jednak zostawił mnie na koniec z diametralnie różnymi uczuciami.

"Złodziej w hotelu"
Klasyk z 1955 roku w reżyserii Alfreda Hitchcocka. Piękny Cary Grand w roli eks- włamywacza zwanego kotem i jeszcze piękniejsza Grace Kelly w roli panienki z dobrego domu ze słabością do bad boy-ów. Może i pościgi samochodowe są w tym filmie- z perspektywy dzisiejszych oglądających- bardziej przejażdżką, niż wyścigiem Formuły 1, może i od początku wiemy, czym się skończy cała ta naszyjnikowa afera i kto z kim będzie się całować już w pierwszej połowie filmu... Mnie jednak kompletnie to nie przeszkadza. Wiem, że oglądam bajkę o wylizanym z podłych cech rabusiu i  dziewczynie z misją "ja go zmienię".... I cieszę się sztucznym widokiem na słoneczne winnice. A czy błyskotki kradzione ciemną nocą słodko śpiącym bogaczom są chociaż odrobinę wzorowane na słynnych klejnotach??? Rozkładam ręce w geście bezradności i przyznaję, że nie bardzo przyglądałam się tym diamentowym koliom. Wzrok miałam całkiem konkretnie skupiony na innym klejnociku: Carym Grandcie. 

"Vjeran Tomic: Spiderman z Paryża"
Kiedy na Netfliksie odkryłam nowy dokument o kradzieży dzieł sztuki, oczka zapaliły mi się, jak świąteczne lampeczki. Może nawet naiwnie liczyłam na powtórkę emocji (miłych i gładkich) rodem ze "Złodzieja w hotelu". Oj, jakże się przejechałam! ale... to chyba dobrze, prawda? 
Tym razem mamy bowiem, zamiast uroczej kreacji Granda, realnie istniejącego faceta co to już od dzieciaka miał pod górkę. "Nawet" wojsko nie pomogło w zduszeniu skłonności do kradzieży. Lepiej (w sumie gorzej)! Podczas odbywania służby nasz złodziejaszek nauczył się wspinać i tak oto przerodził się w pajączka kicającego po ścianach paryskich budynków. Hop hop po gzymsie i już jest w apartamencie i już ściąga ze ściany obraz wart krocie, a przy okazji z nocnej toaletki zgarnia garść złotej biżuterii. 
Warto posłuchać zeznań dwójki okradzionych osób- niestety to tylko kilkuminutowe wstawki, ale są to mocne punkty.  Najbardziej jednak włos zjeżył mi się na głowie, kiedy poznałam dziewczynę Spidermana. Oh, dziewczyny! Nawet, jeśli jesteśmy stuprocentowymi Grace Kelly, to nigdzie nie jest powiedziane, że w pakiecie mamy zapewnionego zresocjalizowanego Carego Granda...

Więcej nie zgradzę, choć i tak czuję, że wypalałam za dużo ;) Na koniec przyznam, że o ile pierwszy film wciągnęłam jak zahipnotyzowana, to dokument oglądałam na raty, całodziennie w pewnien leniwo-sprzątaniowy weekend. 

Udanego relaksu! 
Twoja Helen

#filmyosztuce #rozrywka #filmdokumentalny #kradziezdziesztuki

Komentarze